load

Kiedy w 1999 roku po raz pierwszy przekroczyłem mury Pałacu Mostowskich, powitała mnie falująca klepka i odrapane meble pamiętające czasy poprzedniego ustroju. W Wydziale ds. zabójstw zobaczyłem płaczących policjantów, którzy właśnie przesłuchiwali dzieciobójczynię. Później dowiedziałem się, że byli to zaprawieni w bojach ludzie, którzy osiągali 90% wykrywalności sprawców morderstw…

Przez następne trzy lata dokumentowałem ich pracę i życie. W charakterze „osoby przybranej” brałem udział w akcjach policyjnych, zatrzymaniach morderców, przesłuchaniach, ale co najważniejsze, mogłem z bliska zobaczyć, jak wygląda prywatne życie oficera z Wydziału ds. zabójstw. W efekcie powstały dwa seriale dokumentalne dla TVP1 – „Prawdziwe psy” i „Taśmy grozy” – których byłem pomysłodawcą i realizatorem. Niestety dokument nie przekazał całego nagromadzenia emocji i przemiany bohaterów, jakiej byłem świadkiem. Gdybym chciał oddać prawdę o tych ludziach, musiałbym stworzyć coś w rodzaju reality show, pokazującego ich życie 24 godziny na dobę. Tyle, że wówczas nie uzyskałbym zgody na pokazanie większości materiałów. Przejmujący i nieznany dotąd obraz polskiej Policji skłonił mnie do pochylenia się nad tym, wydawałoby się, „ogranym” tematem, i do napisania scenariusza serialu, którego nie skrępuje cenzura gatunku czy medium.

„Pitbull” jest opowieścią o wartościach. Utrzymany w konwencji noir serial przedstawia losy pięciu oficerów operacyjnych z Wydziału ds. zabójstw. Poszczególne wątki w konstrukcji dramaturgicznej wzajemnie się dopełniają, łącząc się ostatecznie w jedną całość. Znana z licznych filmów postać samotnego, niepokonanego policjanta nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, gdyż, jak mówi jeden z moich bohaterów – „samemu, to można zgasić światło”. Działania policjantów opierają się na współpracy i wzajemnej więzi – właśnie dlatego postanowiłem skupić się na portretach aż pięciu bohaterów. Rezygnuję w tym serialu z efektownych pościgów i wyeksploatowanych scen akcji na rzecz realizmu. Przedstawieni przeze mnie oficerowie nie przypominają bohaterów sensacyjnych filmów.

Moi policjanci doskonale znają bandytów – spotykają się z nimi, piją. Są nawet do nich podobni. Często nie sposób stwierdzić, kto jest z policji, a kto z mafii. Tak samo niemoralni są jednak tylko z pozoru, bo jeśli przyjrzeć im się bliżej, są to faceci często o ponadprzeciętnym poczuciu moralności. Między policjantami i przestępcami istnieje bowiem cienka granica, której żadna ze stron nie przekracza, bo za nią nie ma już nic.

Bohaterowie „Pitbulla” działają w niewyobrażalnym stresie. W komendzie nie mają sprzętu – informacje z komputera piszą ręcznie, bo popsuła się właśnie ostatnia działająca drukarka. Nie mają nawet benzyny i często jeżdżą na przydziałach z następnego roku. Walczą nie tylko ze światem przestępczym, ale także z absurdalną ustawą o policji i naczelnikiem, „który, gdyby nie filmy o Kojaku, nie widziałby zbója na oczy”. Są cyniczni, bo widzieli już wszystko. Rozwiązują sprawy z pierwszych stron gazet, choć sami nigdy nie figurują w mediach i w aktach sądowych. Oficjalnie po prostu nie istnieją. Gorzko żartują, że są „wymierającym gatunkiem”, ostatnimi żyjącymi romantykami”. Ale w dobro i zło nie wierzą. Uważają, że granice między nimi zatarły pieniądze. Wartość ma dla nich jeszcze tylko ludzkie życie.

Pracując od “ósmej do zwycięstwa” za 1500 zł miesięcznie, muszą dorabiać jako glazurnicy czy parkingowi. Mimo to osiągają 90% wykrywalności sprawców morderstw i ciągle “chce im się coś zrobić”. A ceną za to wszystko jest zrujnowane zdrowie i roztrzaskane życie prywatne. Jakiej więc siły charakteru potrzeba, by wobec tego nie przejść „na drugą stronę barykady”? Chciałbym, aby ten serial postawił to pytanie.

Patryk Vega

Zdjęcie